Małe jedzenie, zła woda: strzępy wiejskiego życia Polski

strzępy wiejskiego życia Polski

adminszreniawa2010-pl Szreniawa

BOJARY, Polska – w tym skupisku małych wiosek pod Białymstokiem odbywa się pogrzeb co miesiąc, a wesele co dwa lata.

Cykl sadzenia, podobnie jak cykl życiowy, jest nie do zniesienia. Chociaż czas zbiorów, pola nie są przycinane. Inne traktaty pozostawione odłogiem są zalane kwiatami. Drogi, które powinny poruszać się z traktorami, są ciche. Większość miejscowych farmerów marnuje swój dzień na linii benzyny, próbując kupić paliwo do swoich bezczynnych maszyn.

Główna ulica Bojary jest pusta. Jedynym bezpośrednim znakiem życia jest sznur do bielizny. Opowiada o ubóstwie i starości na polskiej farmie. Ubrania – szmaty naprawdę – są tragiczne i bezwładne, kiedy wdzierają się w gorący letni wiatr. Nawet płonące słońce nie może im przynieść kształtu. Pończochy w kolorze cielistym z paskami w kolorze ołowiowym wiszą obok połatanych kombinezonów, chusteczek w kratkę i czarnych koszul, które są wytarte do płaskiej szarości. Nie ma nic niepoważnego, nic nowego i nic dla młodych.

polska wieś

Około 40 procent ludności Polski nadal mieszka w wioskach, które zazwyczaj nie są dużo większe ani lepsze niż Bojary. Ale tylko 27 procent wszystkich Polaków żyje z rolnictwa. Odsetek ten jest znacznie wyższy niż w wielu krajach zachodnich, ale jest to dalekie od lat 1920-tych, kiedy Polska była spichlerzem Europy, a 70% ludności pracowało w sektorze rolnym.

Rolnictwo, choć w spadku, pozostaje kluczowym sektorem gospodarki. Ponieważ zachodni kupcy i bankierzy próbują zlokalizować nowy biznes w Polsce, dają szczególną kontrolę nad rolnictwem. Jest to idealna świnka morska dla polskich wysiłków na rzecz stworzenia gospodarki rynkowej. Z przeważającą prywatną bazą – większość polskich gospodarstw jest własnością osób fizycznych – rolnictwo może szybciej reagować na reformy niż na przykład stocznie lub kopalnie w kraju opracowane jako kluczowe elementy zsocjalizowanego, państwowego przemysłu. W przypadku wszystkich braków w rolnictwie jest mniej do cofnięcia i wielki potencjał sukcesu. „Gdyby miliardy, które wpompowano w przemysł, wpompowano w rolnictwo, Polska może dziś być pożyczkodawcą”, twierdzi pewien zachodni dyplomata w Warszawie.

Napełnianie zielonej rewolucji w Polsce wymaga chętnych żołnierzy piechoty. Ale nie zostaną znalezione w północno-wschodniej wiosce Bojary. Wiele jego domów jest opuszczonych. Ich właściciele uciekli do miasta. Pozostało 25 rolników, wszyscy starzy, utrzymujący wioskę.

Marianna Kowalewicz, 78 lat, jest jedną z najstarszych. Zapytana, czy w mieście są młodzi ludzie, pochylona i pomarszczona kobieta zastanawia się przez chwilę nad tym pytaniem i ostatecznie odpowiada: „Tak, oczywiście, mój synu Henryk”. Henryk Kowalewicz ma 53 lata.

Pani Kowalewicz jest prawie ślepa i boleśnie okaleczona. Tępa błękitna bandanna jest ciasno owinięta wokół głowy. Chodzi plecami pod kątem 90 stopni do tułowia. Skarży się, że importowany lek potrzebny do ukojenia oczu nie jest już dostępny w lokalnej przychodni. Zagraniczna medycyna okazuje się niczym więcej jak zwykłymi kroplami do oczu dostępnymi w każdej zachodniej aptece.

Martwi się o swojego syna. Jego prawą nerkę usunięto niedawno i od tamtej pory nie był dobry. Ale farma jest nieubłaganym szefem zadań, a choroba nie jest wymówką. Para wzrasta o 4:30 rano. do doić krowy i rozpocząć długi dzień.

polska wieś

Harmonogram karania, choroba pary i ich nędza sprzysięgły się, by zamienić ich kamienną chatę w zrujnowaną ruderę. Obok kuchennego pieca opalanego węglem, porozrzucane są popękane garnki emaliowane. Zwiędłe liście kapuścianego ćwierkania pod drewnianym stołkiem. W pobliżu leży pusta puszka gulaszu. Z półki pod brudnym oknem statua św. Andrzeja pusto ocenia chaos.

A jednak, pani Kowalewicz mówi, że widziała najgorsze czasy. „Najtrudniejsze były lata pięćdziesiąte” – wspomina. „Dzieci były po prostu małe, a mężczyźni przyszli do domu i kazali mi wylać wszystko w moim pudełku z biżuterią, a potem nazwaliby nas bogatymi kułakami” – właściciele ziemscy.

„Bogaty!” ona krzyczy. „W tamtych czasach czułem, że nie warto żyć”.

Nie wszyscy polscy rolnicy cierpią tak samo jak rodzina Kowalewiczów. Nie wszystkie polskie gospodarstwa prowadzą tak głębokie ubóstwo i choroby. Ale ten obraz rolnictwa jest typowy, by zmusić tysiące młodych ludzi do ucieczki z obszarów wiejskich. Jednym z największych wyzwań stojących przed nowym kierownictwem Polski jest powstrzymanie tego wyludniania się wsi i dawanie bodźców do powrotu.

Jan Beszta-Borowski. Przywódca Solidarności Wiejskiej z pobliskiej wsi Borowski mówi, że podstawowym problemem jest obraz. Zbyt często słyszy się życie na farmie. „Uważasz się za idiotę, jeśli chcesz pozostać na farmie”, mówi. „Powinno być na odwrót.”

Mimo to łatwo sobie wyobrazić, dlaczego odejdą, najpierw młode kobiety, potem młodzi mężczyźni odrzucają nieunikniony związek kawalerski. Czują się znużeni zimną wodą ze studni, naczyniami, które nigdy nie są całkiem czyste, i biegną do domu na zewnątrz w środku nocy. To normalne, że kobiety rodzą w domu i wracają do pracy na polach. W obliczu tej harówki, miejski wieżowiec i ośmiogodzinna zmiana fabryki oznacza względny komfort.

polski festiwal

Pomimo tego odpływu do miasta, młodzi ludzie, którzy pozostają w rolnictwie, mogą czasami pokonać szanse i całkiem dobrze. Rzeczywiście, niektórym polskim rolnikom udaje się bardzo dobrze prosperować. Na rynku Polnej w Warszawie chłopi-właściciele na straganach pasują do tej formy. Sprzedają swoje produkty po najwyższej cenie, mówiąc po angielsku, by zadowolić głównie zagranicznych kupujących, którzy mogą z łatwością pozwolić sobie na wydatki.

Polscy reformatorzy chcą, by rynek polna rozkwitł i prosperował na rzecz szeroko pojętego rolnictwa. Chcą, aby rolnictwo działało jak koń pociągowy wyczerpanej gospodarki. Planiści ekonomiczni szukają sposobów na „de-bottleneck farming”, ulubioną frazę Banku Światowego, mówiąc o polskim rolnictwie. Rozwiązując te ekonomiczne zagadki, rząd będzie musiał także poprawić warunki w gospodarstwie, aby rodzina Kowalewiczów stała się wyjątkiem, a nie regułą.

Podstawy też muszą zostać osiągnięte. Polscy rolnicy nie wiedzą, jak prowadzić aukcję zwierząt. Istnieje tylko prymitywny system ocen i standardów. I nie ma formalnej publikacji cen – tak, że rolnicy muszą polegać na własnym doświadczeniu i pogłoskach, aby ustalać ceny na rynku prywatnym.

Ale nauczyli się, jak przekazywać swoje skargi. Zeszłej wiosny polscy rolnicy przeprowadzili protesty, które skłoniły rząd do przedstawienia od dawna zaplanowanej deregulacji cen żywności. „To była spontaniczna ekspresja oburzenia” – mówi Beszta-Borowski, wspominając protesty, które miały miejsce w Łapach, w pobliżu jego domu. Beszta-Borowski powiedział, że rolnicy byli źli na menedżera spółdzielni mlecznej, ponieważ mleko, które dostarczali do mleczarni, było stale obniżane. W konsekwencji zarabiali coraz mniej. Kiedy grupa skonfrontowała się z menedżerem w sprawie tej pozornej nierówności, powiedział im: „Nie potrzebuję twojego mleka, możesz rzucić je w rówkę dla wszystkiego, na czym mi zależy”. I tak zrobili. „Jeden rolnik podniósł pojemnik na mleko i wrzucił go do rowu” – wyjaśnia Beszta-Borowski. „Pięć tysięcy litrów mleka trafiło do tego rowu, a strajk rozprzestrzenił się na inne obiekty”.

You May Also Like..

Naucz się grać w kości

Projektując nową lokalizację hazardu, deweloperzy uważają, że kolory kasyn są bardzo ważne. Will Lambe, dyrektor wykonawczy BHA, powiedział, że autorytet […]

Jak to jest mieszkać w polskiej wiosce

Jak to jest mieszkać w polskiej wiosce?

Kiedy moja córka miała około 5 lat, przenieśliśmy się poza Poznań około 1 godziny i zaparkowaliśmy nasze nowe życie w […]

Zalipie

7 pięknych polskich wiosek

Większość turystów i mieszkańców stada gromadzą się w popularnych miastach Polski oraz w górach i jeziorach, pozostawiając te małe, urocze […]